Korek to najgorszy wynalazek ludzkości. Samo zło, które człowieka spotyka w mieście, w drodze na uczelnię, do pracy, na zakupy.
- Przeklęty autobus. - Kamila wyklinając tego, którego pomysłem były poranne zajęcia, wyskoczyła z autobusu przystanek przed celem podróży. - Szlag!
Wykłady zaczynały się za pięć minut, jej dotarcie na miejsce zabierze około piętnastu. Wpadłam po odwłok. Znowu się spóźnię. - próbowała iść szybciej, nawet biec, ale ktoś, co chwila, wchodził jej w drogę. Nie było mowy o dotarciu na czas.
Do auli weszła spóźniona dwadzieścia minut. Międzyczasie została ochlapana przez nadjeżdżający samochód, potrącona przez dzieciaka na rowerze i zrugana przez babcię z bliżej nieokreślonego powodu.
- Jakieś wyższe formy życia Panią zatrzymały? Zaczęliśmy jakiś czas temu. - profesor Mikusiński zamrugał zamaszyście, próbując zatrzymać prezentację wyświetlaną na rzutniku.
- Raczej niższe. - odszepnęła tak, że tylko Kuba był w stanie usłyszeć, co powiedziała.
- Był bardzo niepocieszony, kiedy nie przyszłaś. - powiedział zupełnie poważnie. - Podzieliłem się z nim Twoim numerem telefonu, żeby mógł Cię zawsze osobiście zapytać czy będziesz przychodzić.
Przez chwilę Kamila nie odpowiadała. Przez jej głowę przelatywały najróżniejsze myśli.
- Co zrobiłeś?! - teraz już wszyscy ucichli, łącznie z profesorem Mikusińskim.
- Żartowałem! - odpowiedział jej cicho.
Milczący profesor nagle odezwał się swobodnie, chociaż wciąż wpatrywał się w Kamilę, przez co dziewczyna czuła się jeszcze bardziej niezręcznie.
- Gwoli przypomnienia, właśnie mówiłem o bezpieczeństwie wewnętrznym państwa polskiego. Ma Pani może coś do dodania? - poczekał chwilę. - Ja szczerze czuję to, co Pani. Gdyby dopuścić tych naszych polityków do koryt zachowywaliby się gorzej, jak prosiaki. O bezpieczeństwie narodowym nie mają za grosz pojęcia, ale to jest uniwersytet, nie sejm. Nie musi Pani tak głośno artykułować swojego zdania.
Do końca zajęć cisza pozostała ciszą i nic nie zwiastowało jej przerwania.
- Panno Kumejko, proszę do mnie na chwilę. - rozległo się ze środka auli, gdy wszyscy inni studenci już wyszli. - Pan Dziedzic może zostać za drzwiami. - zwrócił się do Kuby.
Kamila zeszła po schodach z ciężkim sercem.
- Proszę się mnie nie bać. Ja nie gryzę. Poza tym jestem zwolennikiem białego mięsa.
Dziewczyna nie odezwała się słowem. Czekała na wykład umoralniający albo chociaż naganę.
- Zapraszam na koła zainteresowań do mnie. W każdy piątek po godzinie 18:00. Może przemilczymy niestawienie się na ćwiczenia.
Kamila milczała, jak zaklęta po czym podziękowała, czym prędzej i wyszła przed budynek, dołączając do Kuby.
- Ja nie wierzę we własne szczęście.
Kocham nieodwracalnie Kubę*_* Wypożyczam go na następne spotkanie rodzinne, może zrobi jakąś rozpie*duche i wszystkich tak szlag tafi, że ponownie nie przyjadąXD
OdpowiedzUsuńKamilka kochana, może niech przyklei sobie zegarek go ręki kropelką, to podobno pomaga:D
A Profesor Mikusiński to anomalia naturalna! Nie wrzeszczy, nie karci, nie oblewa! Ja go adoptuję! Ni Licho, że jest starszy ode mnie. Powiem, że to wyrośnięte dziecko!^^
Kocham ten rozdziałXD