Dawno mnie nie było. Oj, dawno. Mam nadzieję, że nie straciłam tej umiejętności pisania o Kamili, bo zamierzam pojawiać się tu częściej. Miłego czytania, moi drodzy. ;)
____________________________
Kamila wjechała w małą uliczkę znajdującą się zaraz za zjazdem w Starej Miłosnej. Zatrzymała się chwilę dalej. Wysiadła, zatrzaskując za sobą drzwi i z rozmachem otwierając bagażnik, który odsłonił poręczną torbę mieszczącą, co najwyżej parę spodni, kilka swetrów i koszulek. Zarzuciła ją sobie na ramię i ruszyła w kierunku domków jednorodzinnych w alei Marszałka Józefa Piłsudskiego.
Kuba kierował się na wprost bloków przy ulicy Meander, kiedy zauważył zamknięte okna i zasunięte zasłony w mieszkaniu Kamili. Miał złe przeczucia, które nie myliły go, gdy tylko dotarł na miejsce i po raz kolejny pukał i dzwonił do drzwi.
- Przepraszam, a czego Pan tu szuka? - odezwał się głos zza jego pleców. Odwrócił się szybko, witając się z sąsiadką, która mu przerwała - starszą Panią wtykającą nos w nieswoje sprawy. - A, to Ty, Kubusiu! Może na ciasteczko?
- Nie, nie. Szukam Kamili.
- Kamilka wyjechała. Ze dwie godziny już będzie, jak się spakowała i wyszła. Trzasnęła drzwiami, że takiego huku to dawno nie słyszałam. Nawet, jak na moje stare uszy. O, tak, dziecko drogie. O, tak...
Drobna, ciemnowłosa dziewczyna rzuciła się na szyję Kamili. Dawno jej nie widziała, od tamtego czasu zmieniła się znacznie, a i rzadko zaglądała do domu, co tym bardziej pogłębiało wrażenie zbyt szybko mijającego czasu.
- Spokojnie, spokojnie! Przybierz trochę na wadze, bo Cię wiatr zdmuchnie. - wykrzyknęła Kamila, gdy tamta tylko wypuściła ją z objęć.
- Ćwiczę, siostra. Lubię mięśnie. Biegam, brzuszki robię.
- Do szkoły chodzisz?
- I to się zdarzy, co jakiś czas.
Paulina wzięła torbę od siostry i pobiegła z nią na piętro, a Kamila została w holu rozkoszując się zapachem świeżo zaparzonej kawy i cynamonu, które obie uwielbiały od najmłodszych lat. Usiadła na ławie, zdejmując buty, gdy Paula stanęła na schodach z miną złowrogą, a jednocześnie tak rozbawioną, jakiej już dawno Kamila nie widziała.
- Siostra, zjeżdżaj z tej ławy, bo jakby Cię mama zobaczyła... chodź do kuchni.
- Mama już nie zobaczy. - odparła w odpowiedzi na chwilę pochmurniejąc, ale przecież nie po to tu przyjechała.
- To co Cię sprowadza?
- Rzucam studia.
- Co? - Paulina nie mogła uwierzyć własnym uszom.
- Rzucam studia. Mogę z Tobą zamieszkać?
Kamila, studentka I roku Uniwersytetu Warszawskiego Instytutu Stosunków Międzynarodowych, wiecznie roztrzepana, wiecznie spóźniona, wiecznie nie na czas... Profesor Mikusiński, wysoki, przystojny brunet o oczach równie spokojnych, co Dalajlama, a fryzurze równie niesfornej, co Kurt Cobain. Ale przecież życie jest zbyt poważne, by o nim poważnie mówić...
sobota, 14 września 2013
czwartek, 15 sierpnia 2013
Rozdział 5.
W chwili, gdy Kamila zorientowała się, co najlepszego palnęła, inni studenci zaczęli wchodzić do auli w takiej ilości, jakiej profesor Mikusiński raczej się nie spodziewał. Pomyślała, że lepszego momentu już nie będzie, odwróciła się, czym prędzej i wybiegła z sali, mieszając się z tłumem na zewnątrz.
Było jej tak głupio, że za nic w świecie nie chciałaby tam wracać, a jeśli powrót wiązałby się z uczestniczeniem w wykładach profesora, szanse na to zostałyby skreślone bezpowrotnie. Próbując uspokoić szalejące serce, wystukała na ekranie komórki numer Kuby, modląc się w duchu, żeby odebrał. Kilka sygnałów, potem jeszcze jeden i usłyszała jego głos.
- Przerywasz mi randkę. - odparł zażenowany.
- Nie jest mi ani trochę przykro. Przyjedź po mnie.
Kuba podjechał pod Instytut dziesięć minut później. Otworzył drzwi auta od strony pasażera i wpuścił Kamilę do środka. Usiadła trochę bardziej rozluźniona niż po wyjściu przed budynek uczelni i nakazała, tonem nieznoszącym sprzeciwu, jechać do niego.
- Już pewnie mogę się pożegnać ze studiami! Jak mogłam powiedzieć coś takiego? Bez sensu! To wszystko jest bez sensu! Trzeba było w ogóle nie próbować się tam dostać! Po co mnie zaciągnąłeś na te stosunki międzynarodowe? Kompletna klapa...
W tym samym czasie, gdy Kamila rozmawiała sama ze sobą w pokoju na półpiętrze, Kuba krzyknął z dołu czy nie nalać jej przypadkiem czegoś mocniejszego, ale nie mogła się zdecydować, więc bez jej wiedzy postanowił się nią zaopiekować. Dla pewności, że nie zrobi nic głupszego.
- Nie chcę Ci nic mówić, ale Twoja ucieczka z miejsca zbrodni była trochę... nie na miejscu właśnie. Profesor jest niesamowicie wyrozumiałym człowiekiem i na pewno zrozumiałby przejęzyczenie, pomyłkę, zamyślenie. No, nie wiem... Cokolwiek.
- Nie, nie wrócę tam. Koniec ze szkołą. Znajdę sobie jakąś robotę czy coś i tyle.
- Jesteś głupia, wiesz? Wpadł Ci w oko i chcesz się z tego wymigać.
poniedziałek, 5 sierpnia 2013
Rozdział 4.
Z dedykacją dla D.
Nie wybieram się na tamten świat, bo kto miałby Cię irytować.
________________
- Ta Finlandia grejpfrutowa to mocna jest, Kubuś. - Kamila popiła sokiem z mango gorzki smak w gardle.
- Albo Ty taka słaba o 4:00 nad ranem.
- To też jest myśl.
Do wykładów zostało pięć pełnych godzin, do koła zainteresowań profesora Mikusińskiego czternaście. Zdążę wytrzeźwieć. - stwierdziła z satysfakcją. - Albo nie. To już była mniej pocieszająca alternatywa. Na zajęcia do profesora, Kamila musiała się stawić. Miała pełną świadomość tego, jak skończy się lawirowanie między wymaganą ilością godzin na wykładach, a limitem nieusprawiedliwionych.
Profesor Paweł Mikusiński był jednym z niewielu wykładowców pamiętających stare, uczelniane czasy, co pozwalało mu cieszyć się sympatią swoich studentów, a szczególnie studentek. Oprócz wyrozumiałości i, niewymiernej do zaangażowania młodych, łaskawości był też posiadaczem atrakcyjnej sylwetki z delikatnie zarysowanymi mięśniami i nadzwyczaj pociągającym typie urody. Ujmujący uśmiech oraz intrygujące spojrzenie tylko dopełniały obraz nauczyciela idealnego i nie tylko nauczyciela.
Staczając się z łóżka, Kamila spojrzała pośpiesznie na budzik. Było kilkanaście minut po 16:00, co nie zwiastowało potoczenia się spraw tak, jak gdyby sobie tego życzyła. Ostatnio pewna studentka resocjalizacji radziła jej przyklejenie sobie zegarka do dłoni. W akcie desperacji, przez chwilę była skłonna to zrobić, ale porzuciła ten pomysł równie szybko, jak zaczęła go rozważać. Przed pójściem pod prysznic, napiła się jeszcze soku bliżej nieokreślonego pochodzenia. Skrzywiła się, czując w szklance drinka, którego Kuba nie dopił parę godzin temu. Pół godziny później wybiegła na ulicę, zmierzając do metra i czym prędzej wyskakując na przystanek linii 503.
Kiedy otworzyła przed sobą drzwi niedużej sali w budynku uniwersytetu, nie dostrzegła nikogo, prócz profesora Mikusińskiego. No to ładnie. - pomyślała, nawet nie sprawdzając godziny. Weszła cicho, mając na celu przeproszenie profesora i pożegnanie się z uczelnią, ale nic takiego nie miało się stać. Kiedy zobaczył ją z podkrążonymi oczami i w pomiętej sukience, aż otworzył usta ze zdziwienia.
- Panienka nie powinna się przypadkiem przespać? - do Kamili nie dotarły słowa profesora w ich oryginalnym znaczeniu.
- Ale, że niby z kim?!
Nie wybieram się na tamten świat, bo kto miałby Cię irytować.
________________
- Ta Finlandia grejpfrutowa to mocna jest, Kubuś. - Kamila popiła sokiem z mango gorzki smak w gardle.
- Albo Ty taka słaba o 4:00 nad ranem.
- To też jest myśl.
Do wykładów zostało pięć pełnych godzin, do koła zainteresowań profesora Mikusińskiego czternaście. Zdążę wytrzeźwieć. - stwierdziła z satysfakcją. - Albo nie. To już była mniej pocieszająca alternatywa. Na zajęcia do profesora, Kamila musiała się stawić. Miała pełną świadomość tego, jak skończy się lawirowanie między wymaganą ilością godzin na wykładach, a limitem nieusprawiedliwionych.
Profesor Paweł Mikusiński był jednym z niewielu wykładowców pamiętających stare, uczelniane czasy, co pozwalało mu cieszyć się sympatią swoich studentów, a szczególnie studentek. Oprócz wyrozumiałości i, niewymiernej do zaangażowania młodych, łaskawości był też posiadaczem atrakcyjnej sylwetki z delikatnie zarysowanymi mięśniami i nadzwyczaj pociągającym typie urody. Ujmujący uśmiech oraz intrygujące spojrzenie tylko dopełniały obraz nauczyciela idealnego i nie tylko nauczyciela.
Staczając się z łóżka, Kamila spojrzała pośpiesznie na budzik. Było kilkanaście minut po 16:00, co nie zwiastowało potoczenia się spraw tak, jak gdyby sobie tego życzyła. Ostatnio pewna studentka resocjalizacji radziła jej przyklejenie sobie zegarka do dłoni. W akcie desperacji, przez chwilę była skłonna to zrobić, ale porzuciła ten pomysł równie szybko, jak zaczęła go rozważać. Przed pójściem pod prysznic, napiła się jeszcze soku bliżej nieokreślonego pochodzenia. Skrzywiła się, czując w szklance drinka, którego Kuba nie dopił parę godzin temu. Pół godziny później wybiegła na ulicę, zmierzając do metra i czym prędzej wyskakując na przystanek linii 503.
Kiedy otworzyła przed sobą drzwi niedużej sali w budynku uniwersytetu, nie dostrzegła nikogo, prócz profesora Mikusińskiego. No to ładnie. - pomyślała, nawet nie sprawdzając godziny. Weszła cicho, mając na celu przeproszenie profesora i pożegnanie się z uczelnią, ale nic takiego nie miało się stać. Kiedy zobaczył ją z podkrążonymi oczami i w pomiętej sukience, aż otworzył usta ze zdziwienia.
- Panienka nie powinna się przypadkiem przespać? - do Kamili nie dotarły słowa profesora w ich oryginalnym znaczeniu.
- Ale, że niby z kim?!
niedziela, 4 sierpnia 2013
Rozdział 3.
Korek to najgorszy wynalazek ludzkości. Samo zło, które człowieka spotyka w mieście, w drodze na uczelnię, do pracy, na zakupy.
- Przeklęty autobus. - Kamila wyklinając tego, którego pomysłem były poranne zajęcia, wyskoczyła z autobusu przystanek przed celem podróży. - Szlag!
Wykłady zaczynały się za pięć minut, jej dotarcie na miejsce zabierze około piętnastu. Wpadłam po odwłok. Znowu się spóźnię. - próbowała iść szybciej, nawet biec, ale ktoś, co chwila, wchodził jej w drogę. Nie było mowy o dotarciu na czas.
Do auli weszła spóźniona dwadzieścia minut. Międzyczasie została ochlapana przez nadjeżdżający samochód, potrącona przez dzieciaka na rowerze i zrugana przez babcię z bliżej nieokreślonego powodu.
- Jakieś wyższe formy życia Panią zatrzymały? Zaczęliśmy jakiś czas temu. - profesor Mikusiński zamrugał zamaszyście, próbując zatrzymać prezentację wyświetlaną na rzutniku.
- Raczej niższe. - odszepnęła tak, że tylko Kuba był w stanie usłyszeć, co powiedziała.
- Był bardzo niepocieszony, kiedy nie przyszłaś. - powiedział zupełnie poważnie. - Podzieliłem się z nim Twoim numerem telefonu, żeby mógł Cię zawsze osobiście zapytać czy będziesz przychodzić.
Przez chwilę Kamila nie odpowiadała. Przez jej głowę przelatywały najróżniejsze myśli.
- Co zrobiłeś?! - teraz już wszyscy ucichli, łącznie z profesorem Mikusińskim.
- Żartowałem! - odpowiedział jej cicho.
Milczący profesor nagle odezwał się swobodnie, chociaż wciąż wpatrywał się w Kamilę, przez co dziewczyna czuła się jeszcze bardziej niezręcznie.
- Gwoli przypomnienia, właśnie mówiłem o bezpieczeństwie wewnętrznym państwa polskiego. Ma Pani może coś do dodania? - poczekał chwilę. - Ja szczerze czuję to, co Pani. Gdyby dopuścić tych naszych polityków do koryt zachowywaliby się gorzej, jak prosiaki. O bezpieczeństwie narodowym nie mają za grosz pojęcia, ale to jest uniwersytet, nie sejm. Nie musi Pani tak głośno artykułować swojego zdania.
Do końca zajęć cisza pozostała ciszą i nic nie zwiastowało jej przerwania.
- Panno Kumejko, proszę do mnie na chwilę. - rozległo się ze środka auli, gdy wszyscy inni studenci już wyszli. - Pan Dziedzic może zostać za drzwiami. - zwrócił się do Kuby.
Kamila zeszła po schodach z ciężkim sercem.
- Proszę się mnie nie bać. Ja nie gryzę. Poza tym jestem zwolennikiem białego mięsa.
Dziewczyna nie odezwała się słowem. Czekała na wykład umoralniający albo chociaż naganę.
- Zapraszam na koła zainteresowań do mnie. W każdy piątek po godzinie 18:00. Może przemilczymy niestawienie się na ćwiczenia.
Kamila milczała, jak zaklęta po czym podziękowała, czym prędzej i wyszła przed budynek, dołączając do Kuby.
- Ja nie wierzę we własne szczęście.
- Przeklęty autobus. - Kamila wyklinając tego, którego pomysłem były poranne zajęcia, wyskoczyła z autobusu przystanek przed celem podróży. - Szlag!
Wykłady zaczynały się za pięć minut, jej dotarcie na miejsce zabierze około piętnastu. Wpadłam po odwłok. Znowu się spóźnię. - próbowała iść szybciej, nawet biec, ale ktoś, co chwila, wchodził jej w drogę. Nie było mowy o dotarciu na czas.
Do auli weszła spóźniona dwadzieścia minut. Międzyczasie została ochlapana przez nadjeżdżający samochód, potrącona przez dzieciaka na rowerze i zrugana przez babcię z bliżej nieokreślonego powodu.
- Jakieś wyższe formy życia Panią zatrzymały? Zaczęliśmy jakiś czas temu. - profesor Mikusiński zamrugał zamaszyście, próbując zatrzymać prezentację wyświetlaną na rzutniku.
- Raczej niższe. - odszepnęła tak, że tylko Kuba był w stanie usłyszeć, co powiedziała.
- Był bardzo niepocieszony, kiedy nie przyszłaś. - powiedział zupełnie poważnie. - Podzieliłem się z nim Twoim numerem telefonu, żeby mógł Cię zawsze osobiście zapytać czy będziesz przychodzić.
Przez chwilę Kamila nie odpowiadała. Przez jej głowę przelatywały najróżniejsze myśli.
- Co zrobiłeś?! - teraz już wszyscy ucichli, łącznie z profesorem Mikusińskim.
- Żartowałem! - odpowiedział jej cicho.
Milczący profesor nagle odezwał się swobodnie, chociaż wciąż wpatrywał się w Kamilę, przez co dziewczyna czuła się jeszcze bardziej niezręcznie.
- Gwoli przypomnienia, właśnie mówiłem o bezpieczeństwie wewnętrznym państwa polskiego. Ma Pani może coś do dodania? - poczekał chwilę. - Ja szczerze czuję to, co Pani. Gdyby dopuścić tych naszych polityków do koryt zachowywaliby się gorzej, jak prosiaki. O bezpieczeństwie narodowym nie mają za grosz pojęcia, ale to jest uniwersytet, nie sejm. Nie musi Pani tak głośno artykułować swojego zdania.
Do końca zajęć cisza pozostała ciszą i nic nie zwiastowało jej przerwania.
- Panno Kumejko, proszę do mnie na chwilę. - rozległo się ze środka auli, gdy wszyscy inni studenci już wyszli. - Pan Dziedzic może zostać za drzwiami. - zwrócił się do Kuby.
Kamila zeszła po schodach z ciężkim sercem.
- Proszę się mnie nie bać. Ja nie gryzę. Poza tym jestem zwolennikiem białego mięsa.
Dziewczyna nie odezwała się słowem. Czekała na wykład umoralniający albo chociaż naganę.
- Zapraszam na koła zainteresowań do mnie. W każdy piątek po godzinie 18:00. Może przemilczymy niestawienie się na ćwiczenia.
Kamila milczała, jak zaklęta po czym podziękowała, czym prędzej i wyszła przed budynek, dołączając do Kuby.
- Ja nie wierzę we własne szczęście.
Rozdział 2.
- Panie Profesorze? - nieśmiało zagadnęła Kamila, kiedy zbliżyła się do niego na tyle, by mógł ją bez trudu usłyszeć podczas gwarnych rozmów innych studentów. - Moglibyśmy zamienić słowo?
Kilka kroków dalej stał Kuba, jak zwykle rozbawiony, jak zawsze skory do żartów. Robił miny, pokazywał język, puszczał oczka i miał z tego niecodzienną zabawę. Nie mógł usłyszeć wymiany zdań między studentką, a ich wykładowcą, ale nadzwyczajnie dobrze wychodziło mu parodiowanie tej dwójki. Zresztą, robił to tak dobrze, że wokół niego zebrało się paru innych studentów, śmiejąc się do rozpuku.
Profesor Mikusiński w jednej chwili zajęty wypełnianiem, nieznanego pochodzenia, dokumentów podniósł wzrok na Kamilę, po czym uśmiechnął się, jak gdyby była stałą bywalczynią jego wykładów, co - nie dało się ukryć - mijało się szerokim łukiem z prawdą.
- Ach, Panna... Kumejko? - zapytał, zerkając na kartkę leżącą niedaleko. - Poczułem się mile zaskoczony, że mnie Pani dzisiaj odwiedziła.
- Starałam się.
- Nawet z trzydziestominutowym opóźnieniem to i tak zaszczyt. - uśmiechnął się. - Chciała coś Pani ode mnie, tak?
- Ekhmm...
- Ależ proszę się nie wstydzić. - wtrącił profesor podczas chwili nieznośnej ciszy - Jadłem już śniadanie, a słodkości nie jadam, przeszedłem na dietę.
- Ja wszystko pozaliczam!
Profesor (umyślnie czy nie) zbił ją z tropu, a ona nie potrafiła powiedzieć nic sensownego. Chwilę stała na przeciwko jego postawnej sylwetki i przyglądała mu się ciekawie, a gdy zdała sobie sprawę w jak niezręcznej sytuacji się postawiła, pociągając za sobą Kubę, pobiegła do wyjścia jednocześnie rzucając szybkie do widzenia.
Siedząc na ławce przed głównym wejściem do Instytutu Stosunków Międzynarodowych, Kuba przegryzał ziarenka słonecznika, a Kamila zastanawiała się, jak wyplątać się z nieco kłopotliwej wymiany zdań. Chłopak podsunął jej pod nos siatkę z ziarnami.
- Po tym się dobrze myśli, mała. - rozgryzł kolejne z wprawą profesjonalisty i dodał. - Poleciałaś na Mikusińskiego.
Kamila jeszcze przez chwilę była pogrążona we własnych myślach, więc ostatnie zdanie wypowiedział jeszcze raz tylko głośniej.
- Nie wiem czy wiesz, ale jeszcze mnie tak nie odmóżdżyło, żeby jeść słoneczniki w listopadzie i zadurzać się w wykładowcach. Chodź, zimno.
Kilka kroków dalej stał Kuba, jak zwykle rozbawiony, jak zawsze skory do żartów. Robił miny, pokazywał język, puszczał oczka i miał z tego niecodzienną zabawę. Nie mógł usłyszeć wymiany zdań między studentką, a ich wykładowcą, ale nadzwyczajnie dobrze wychodziło mu parodiowanie tej dwójki. Zresztą, robił to tak dobrze, że wokół niego zebrało się paru innych studentów, śmiejąc się do rozpuku.
Profesor Mikusiński w jednej chwili zajęty wypełnianiem, nieznanego pochodzenia, dokumentów podniósł wzrok na Kamilę, po czym uśmiechnął się, jak gdyby była stałą bywalczynią jego wykładów, co - nie dało się ukryć - mijało się szerokim łukiem z prawdą.
- Ach, Panna... Kumejko? - zapytał, zerkając na kartkę leżącą niedaleko. - Poczułem się mile zaskoczony, że mnie Pani dzisiaj odwiedziła.
- Starałam się.
- Nawet z trzydziestominutowym opóźnieniem to i tak zaszczyt. - uśmiechnął się. - Chciała coś Pani ode mnie, tak?
- Ekhmm...
- Ależ proszę się nie wstydzić. - wtrącił profesor podczas chwili nieznośnej ciszy - Jadłem już śniadanie, a słodkości nie jadam, przeszedłem na dietę.
- Ja wszystko pozaliczam!
Profesor (umyślnie czy nie) zbił ją z tropu, a ona nie potrafiła powiedzieć nic sensownego. Chwilę stała na przeciwko jego postawnej sylwetki i przyglądała mu się ciekawie, a gdy zdała sobie sprawę w jak niezręcznej sytuacji się postawiła, pociągając za sobą Kubę, pobiegła do wyjścia jednocześnie rzucając szybkie do widzenia.
Siedząc na ławce przed głównym wejściem do Instytutu Stosunków Międzynarodowych, Kuba przegryzał ziarenka słonecznika, a Kamila zastanawiała się, jak wyplątać się z nieco kłopotliwej wymiany zdań. Chłopak podsunął jej pod nos siatkę z ziarnami.
- Po tym się dobrze myśli, mała. - rozgryzł kolejne z wprawą profesjonalisty i dodał. - Poleciałaś na Mikusińskiego.
Kamila jeszcze przez chwilę była pogrążona we własnych myślach, więc ostatnie zdanie wypowiedział jeszcze raz tylko głośniej.
- Nie wiem czy wiesz, ale jeszcze mnie tak nie odmóżdżyło, żeby jeść słoneczniki w listopadzie i zadurzać się w wykładowcach. Chodź, zimno.
sobota, 3 sierpnia 2013
Rozdział 1.
Słońce wdzierało się do mieszkania na warszawskim Natolinie. Jak na początek listopada było nadzwyczaj ciepło. Kamila złorzecząc na rażące promyki odwróciła się na drugi bok, próbując usnąć z powrotem. Nagle z jej telefonu odezwał się Ludovico Enoudi wygrywając na fortepianie, nie tak bardzo znane, Una Mattina.
- Jeśli zaraz nie pojawisz się na zajęciach, profesor Mikusiński będzie miał wiele do powiedzenia na Twój temat. Nie przyszłaś na ćwiczenia.
Głos po drugiej stronie nie brzmiał, jakby żartował, co rozbudziło dziewczynę dostatecznie. Zeskoczyła z łóżka potykając się jednocześnie o leżącą na ziemi koronkową sukienkę, schyliła się po nią i klnąc siarczyście przyglądała się zrobionej przed chwilą dziurze. Tak na wykłady na pewno nie pójdzie.
W szafie pełnej najróżniejszych sukienek znalazła pasującą do czarnych zakolanówek i bluzki w kolorze przejrzałej wiśni, narzuciła na ramię torbę i zatrzasnęła za sobą drzwi. Wybiegając na ulicę zdążyła się zorientować, że nie wzięła ze sobą płaszcza.
- Szlag!
Jak żaden ze studentów Uniwersytetu Warszawskiego doskonale wiedziała, co oznacza niestawienie się na ćwiczenia, co to dla niej oznacza. Trzeba było pomyśleć o tym wcześniej. Skarciła się w myślach. Nie było czasu, żeby teraz nad tym lamentować. Jedyne, co musiała zrobić to dotrzeć na zajęcia. Musiała, jak najszybciej dostać się na Krakowskie Przedmieście.
Do auli wpadła w pół słowa profesora Mikusińskiego. Ten zamilkł niespodziewanie i zaczął wpatrywać się w studentkę. Teraz już wszyscy podnieśli wzrok na Kamilę. To się porobiło... - pomyślała. Do tej pory z wzrokiem utkwionym w ziemię czekała, aż profesor się odezwie, ale nie zrobił tego, więc speszona podniosła na niego wzrok, dodając sobie otuchy w myślach.
Profesor Mikusiński był wysokim, przystojnym brunetem. Nie wyglądał na swoje lata, wręcz przeciwnie, Kamila odmłodziła go o około dziesięć lat. Ubrany w jasnozieloną koszulę, nie wiedzieć czemu, uśmiechał się do niej zamiast rozgromić wzrokiem. Korzystając z okazji umknęła, czym prędzej usiąść obok znajomej twarzy. Tej samej, która dzwoniła do niej dzisiaj rano.
- Chyba wpadłaś w oko naszemu profesorowi, mała.
Kuba zaśmiał się. Nie widział nic złego w robieniu dobrego wrażenia. A szczególnie wtedy, kiedy to wrażenie robiła jego przyjaciółka.
- Jesteś gejem. Nie masz o tym pojęcia. - odszepnęła, udając, że nie wie o co chodzi.
Subskrybuj:
Posty (Atom)