sobota, 3 sierpnia 2013

Rozdział 1.

Słońce wdzierało się do mieszkania na warszawskim Natolinie. Jak na początek listopada było nadzwyczaj ciepło. Kamila złorzecząc na rażące promyki odwróciła się na drugi bok, próbując usnąć z powrotem. Nagle z jej telefonu odezwał się Ludovico Enoudi wygrywając na fortepianie, nie tak bardzo znane, Una Mattina.
- Jeśli zaraz nie pojawisz się na zajęciach, profesor Mikusiński będzie miał wiele do powiedzenia na Twój temat. Nie przyszłaś na ćwiczenia.
Głos po drugiej stronie nie brzmiał, jakby żartował, co rozbudziło dziewczynę dostatecznie. Zeskoczyła z łóżka potykając się jednocześnie o leżącą na ziemi koronkową sukienkę, schyliła się po nią i klnąc siarczyście przyglądała się zrobionej przed chwilą dziurze. Tak na wykłady na pewno nie pójdzie.
W szafie pełnej najróżniejszych sukienek znalazła pasującą do czarnych zakolanówek i bluzki w kolorze przejrzałej wiśni, narzuciła na ramię torbę i zatrzasnęła za sobą drzwi. Wybiegając na ulicę zdążyła się zorientować, że nie wzięła ze sobą płaszcza.
- Szlag!

Jak żaden ze studentów Uniwersytetu Warszawskiego doskonale wiedziała, co oznacza niestawienie się na ćwiczenia, co to dla niej oznacza. Trzeba było pomyśleć o tym wcześniej. Skarciła się w myślach. Nie było czasu, żeby teraz nad tym lamentować. Jedyne, co musiała zrobić to dotrzeć na zajęcia. Musiała, jak najszybciej dostać się na Krakowskie Przedmieście.

Do auli wpadła w pół słowa profesora Mikusińskiego. Ten zamilkł niespodziewanie i zaczął wpatrywać się w studentkę. Teraz już wszyscy podnieśli wzrok na Kamilę. To się porobiło... - pomyślała. Do tej pory z wzrokiem utkwionym w ziemię czekała, aż profesor się odezwie, ale nie zrobił tego, więc speszona podniosła na niego wzrok, dodając sobie otuchy w myślach.

Profesor Mikusiński był wysokim, przystojnym brunetem. Nie wyglądał na swoje lata, wręcz przeciwnie, Kamila odmłodziła go o około dziesięć lat. Ubrany w jasnozieloną koszulę, nie wiedzieć czemu, uśmiechał się do niej zamiast rozgromić wzrokiem. Korzystając z okazji umknęła, czym prędzej usiąść obok znajomej twarzy. Tej samej, która dzwoniła do niej dzisiaj rano.
- Chyba wpadłaś w oko naszemu profesorowi, mała.
Kuba zaśmiał się. Nie widział nic złego w robieniu dobrego wrażenia. A szczególnie wtedy, kiedy to wrażenie robiła jego przyjaciółka.
- Jesteś gejem. Nie masz o tym pojęcia. - odszepnęła, udając, że nie wie o co chodzi.

1 komentarz:

  1. Chyba mała wpadła profesorowi w oko :D To samo stało się z tym blogiem i mną. Tyle że to nie ja mu wpadłam w oko, lecz on mi. Zaznę od tego, że jak dla mnie brakuje osób piszących jak Ty - prosto, a przy tym z dystansem i ukrytą drwiną, która zapewne pojawi się z czasem, jak zawsze robi. Dzięki takim ludziom, przecinki przestają się liczyć. Jak zwykle świetny cytat na wejściu, dobra nazwa w linku. Miażdży aparycja profesorka (typ najbardziej interesujący jak dla mnie), miażdży postać Kubusia, od którego wyczuwa się coś fajnego już po pierwszej kwestii. Bene, bene, bene. Ja jestem jak najbadziej usatysfakcjonowana. :)

    OdpowiedzUsuń