Było jej tak głupio, że za nic w świecie nie chciałaby tam wracać, a jeśli powrót wiązałby się z uczestniczeniem w wykładach profesora, szanse na to zostałyby skreślone bezpowrotnie. Próbując uspokoić szalejące serce, wystukała na ekranie komórki numer Kuby, modląc się w duchu, żeby odebrał. Kilka sygnałów, potem jeszcze jeden i usłyszała jego głos.
- Przerywasz mi randkę. - odparł zażenowany.
- Nie jest mi ani trochę przykro. Przyjedź po mnie.
Kuba podjechał pod Instytut dziesięć minut później. Otworzył drzwi auta od strony pasażera i wpuścił Kamilę do środka. Usiadła trochę bardziej rozluźniona niż po wyjściu przed budynek uczelni i nakazała, tonem nieznoszącym sprzeciwu, jechać do niego.
- Już pewnie mogę się pożegnać ze studiami! Jak mogłam powiedzieć coś takiego? Bez sensu! To wszystko jest bez sensu! Trzeba było w ogóle nie próbować się tam dostać! Po co mnie zaciągnąłeś na te stosunki międzynarodowe? Kompletna klapa...
W tym samym czasie, gdy Kamila rozmawiała sama ze sobą w pokoju na półpiętrze, Kuba krzyknął z dołu czy nie nalać jej przypadkiem czegoś mocniejszego, ale nie mogła się zdecydować, więc bez jej wiedzy postanowił się nią zaopiekować. Dla pewności, że nie zrobi nic głupszego.
- Nie chcę Ci nic mówić, ale Twoja ucieczka z miejsca zbrodni była trochę... nie na miejscu właśnie. Profesor jest niesamowicie wyrozumiałym człowiekiem i na pewno zrozumiałby przejęzyczenie, pomyłkę, zamyślenie. No, nie wiem... Cokolwiek.
- Nie, nie wrócę tam. Koniec ze szkołą. Znajdę sobie jakąś robotę czy coś i tyle.
- Jesteś głupia, wiesz? Wpadł Ci w oko i chcesz się z tego wymigać.